„To niby nic lecz czasem tak to bywa…”

Witajcie. Na wstępie, proszę was wszystkich – Jeśli nie musisz wychodzić z domu, to tego nie rób. Wiem że się chce, że ma się dosyć, ale ten dziwny czas to mały „reset uniwersum” i po prostu trzeba cholerstwo przeczekać. Macie teraz czas na to, na co wcześniej czasu wam brakło. Skorzystajcie z tego pozytywnie, nie bądźmy takimi bałwanami jak Pizzowo-makaronowi przyjaciele z Włoch. 🙂

Czemu chciałem napisać nowy post? Sam nie wiem. Może chciałem nieco się pochwalić? Zmieniam się. Ostatnimi miesiącami trenuję spokój i empatię, wyrobiłem sobie nawyk, który zatrzymuje mi czas, a ja mogę się nad wszystkim zastanowić i podejść do sprawy elastycznie. Jest to moja super moc i można w nią wierzyć lub nie. Łapię oddech, nagle osoba którą chętnie bym… wysłał na księżyc nie jest taka zła, nagle problem można rozwiązać bez nerwów. Był jeden wyjątek, zaciął mi się statyw od aparatu(kupiony niedawno używany, nie wiele razy) , tak się wkurzyłem że pierdolnąłem nim o łóżko i wyjebałem mu z kopa(wulgaryzmy kocham). Cóż, ta chwila uwolnienia złych emocji okazała się korzystna, bo statyw „się naprawił”. Zmieniam się, jestem inny, spokojniejszy, lepszy, poprawiłem relacje z rodziną. Teraz pytanie wasze. Czy wciąż mam depresję?

Oczywiście że tak. Mam prawie 24 lata, nie lubiłem swojego życia, nie lubię i raczej nie polubię. Po prostu… nie potrafię pokochać swojego życia, nie potrafię zaakceptować nowotworowej przeszłości, nie jestem w stanie przeżyć że miłość mojego życia nadal jest z tym gościem, który w towarzystwie tylko ją obraża lub siedzi w telefonie. Po prostu przez te aspekty czuję się przegrany. Nie potrafię pokochać żadnej kobiety, polubić jest mi ciężko. Wychodzę z założenia, że jeśli partnerka nie jest towarzystwem tak atrakcyjnym jak koledzy, to…. to po co mi ona? Chciałbym kogoś poznać, pokochać i być dla kogoś, ale to nie jest łatwe. Tak na prawdę moje życie to zbiór wspomnień które każdego dnia przeżywam od nowa. Ostatnie lata mojego życia są i ich nie ma. Nie ma co wspominać, nie wracam myślami do czasów gdy miałem 21 czy 22 lata, bo to po prostu były… chujowe czasy. Niestety ale najpozytywniejszymi wspomnieniami są albo czasy szpitalne, albo wtedy kiedy moja Kobieta była częścią mojego życia. Nie chcę się nad sobą użalać, bo od dawna nie widzę w tym sensu. Nie zmienia to jednak faktu, że po prostu szczęśliwy nie jestem, a ludzie którzy kilka lat temu pisali „Nie zabijaj się, będzie lepiej…” – sam nie wiem jak to określić. Kłamali? Gadali od rzeczy? Mieli przyćmienie umysłu? A może po prostu wszystko ma nastąpić?

Jeśli chcielibyście reaktywacji tego bloga, dajcie znać, bo brakuje mi tego. 🙂